Ale porażka!

bOvf94dPRxWu0u3QsPjF_tree

Porażka. Brr, na samą myśl dostaję gęsiej skórki. Nie lubię przegrywać. Sukces – to jest to! On sprawia, że szybciej bije mi serce, a na twarzy maluje się szeroki uśmiech. Daje mi kopa, motywuje do działania, wynagradza trudy. Tylko czy na prawdę da się przejść przez życie osiągając same sukcesy? Czy to jest dla nas takie dobre? Czy aby porażki nie spełniają swojej roli i nie są równie pożyteczne co sukcesy, choć znacznie mniej przyjemne?

Jakiś czas temu zmieniłam zdanie na ten temat i zaczęłam przyjmować porażki z większą ciekawością, zrozumieniem i uważnością. Traktować je jako okazję do poszerzenia horyzontów. Nadal nie są dla mnie przyjemne, ale już tak bardzo nie dramatyzuję na wieść o nich.

Prawda 1: porażki zawsze będą się zdarzać

W szkole podstawowej byłam prymuską. Miałam szczęście, wiedza wchodziła mi do głowy szybko, nie musiałam zakuwać na potęgę, żeby radzić sobie na prawdę dobrze. Szybko przyzwyczaiłam się do dobrych ocen. Aż tu pewnego razu bach. Czegoś nie zrozumiałam poprawnie, źle rozwiązałam zadanie i… dwója. Ja dostałam dwóję? Ale jak to? To niemożliwe! Ja przecież zawsze zgarniam piątki! Mnie się takie rzeczy nigdy nie zdarzają. Złość na siebie, na nauczycielkę (w tym przypadku zupełnie niesłuszna – dwója mi się zwyczajnie należała) i na kilka innych osób trzymała mnie dobre kilka dni. A teraz myślę, że… to najlepsze, co mogło mnie wtedy spotkać.

Dzięki tej banalnej sytuacji, którą zapewne przeżył każdy dzieciak nauczyłam się, że w moim życiu będą zdarzać się porażki. Choćbym nie wiem jak bardzo się starała, czasem polegnę. Nie mogę tego traktować jako końca świata, wściekać się na siebie i innych. To jest po prostu element życia, spod którego nikt nie jest wyłączony. Nadal nie lubię przegrywać, ale teraz mam do tego zdrowsze podejście.

photo-1430375642086-147fcd5fea57

Prawda 2: porażka to nie koniec świata

No dobrze, ale skoro porażki będą się zdarzać, to znaczy, że w moje życie wpisane są dramaty z nimi związane? Oczywiście, że nie. Pamiętasz tekst o spełnianiu potrzeb? Pisałam tam wtedy za Michaelem Rosenbergiem, że złość i rozpacz wywołują w nas nie same sytuacje, z którymi mamy do czynienia, ale nasza reakcja na nie. Mogę uznać, że porażka to koniec świata, pielęgnować poczucie winy, wpaść w rozpacz i rozpamiętywać ją bez końca. Mogę też potraktować ją jako zwyczajną część życia, powiedzieć “trudno, zdarzyło się”, wyciągnąć wnioski na przyszłość i pójść dalej. Mój sposób myślenia w tym przypadku jest kluczowy, determinuje to, co czuję i jak się zachowam. Identyczna sytuacja może mieć pozytywny skutek albo wpędzić mnie w depresję. Klucz jest w mojej głowie i nastawieniu. 

Przestań zatem za wszelką cenę unikać porażek, po prostu zaakceptuj je jako bazowy element życia. Kiedy się z nimi pogodzisz, opadną negatywne emocje. Podejdź do nich z ciekawością i wyrozumiałością. Zmiana nastawienia zmieni Twoje emocje. I jeszcze jedna ważna sprawa – porażka oznacza, ze w jednej konkretnej sytuacji nie poszło dobrze. Nie oznacza, że jestem mniej wartościowym człowiekiem. Wręcz przeciwnie – miałam odwagę spróbować i ponieść porażkę. Postaraj się odkleić pojedyncze sytuacje od poczucia własnej wartości i nie wyciągaj zbyt daleko idących wniosków.

Prawda 3: brak działania jest gorszy niż porażka

Co znamienne – porażki zdarzają się najczęściej osobom, które sięgają wysoko, próbują nowych, nieoczywistych rozwiązań. Czysta statystyka. Jeśli nie podejmujesz żadnych nowych działań, tylko trwasz w status quo, szanse na porażkę są mniejsze, ale szanse na sukces też są mniejsze. W tym kontekście – im więcej porażek ponosisz, tym lepiej, bo to oznacza, że ciągle próbujesz, podejmujesz wyzwania. Mówią, że konsekwencje nie robienia niczego są znacznie gorsze niż konsekwencje porażki. I ja się z tym w 100% zgadzam.

Z wielką przyjemnością patrzę jak członkowie mojego zespołu odważają się porzucić to co znane i bezpieczne, wypływają na nowe terytoria, podejmują wyzwania, robią coś “inaczej”. Serce we mnie rośnie, kiedy deklarują, że zdają sobie sprawę z ryzyka, ale postanowili je podjąć, bo wierzą w dobry rezultat. Zazwyczaj kilka tygodni później świętujemy rewelacyjne wyniki. Lęk przed porażką jest znacznie bardziej dotkliwy niż sama porażka. Strach ma wielkie oczy. A z podejmowania bez przerwy rutynowych i znanych działań nie rodzi się wartość dodana.

photo-1470293728846-df1a5aa55d1a

Prawda 4: porażki uczą

Zamiast wałkowania poczucia winy i rozgoryczenia, zastanów się, czego możesz się z danej porażki nauczyć. Coś poszło nie tak, ale dzięki temu jestem teraz mądrzejsza o to doświadczenie. Nie popełnię drugi raz tego samego błędu. Paradoks polega na tym, że wszyscy cenimy ludzi o bogatych doświadczeniach, ale nie przyjmujemy do wiadomości, że zdobyli te doświadczenia również ponosząc porażki. Inaczej ich perspektywa byłaby raczej…  uboga.

Aż nie mogę teraz uwierzyć, jakim byłam żółtodziobem zaczynając pracę na obecnym stanowisku dwa i pół roku temu. Kilkadziesiąt nieudanych spotkań, niedotrzymanych terminów, inicjatyw zakończonych fiaskiem. Teraz wiem znacznie więcej i działam o niebo skuteczniej. Każde fiasko było dla mnie okazją do skorygowania swojego postępowania i myślenia. Nigdy bym się jednak nie nauczyła pewnych rzeczy, gdyby nie podbramkowe sytuacje, z których na czas wyciągałam wnioski. Prawdziwy problem pojawia się dopiero, jeśli tych wniosków nie wyciągamy i popełniamy w kółko te same błędy. To jest już powód do zmartwienia. Porażka sama w sobie nie jest wcale taka istotna, liczy się to, co potem z nią zrobisz.

Bardzo podoba mi się koncepcja zawarta w poniższym filmie – pewność siebie jest jak mięsień, a my powinniśmy “trenować” porażki, bo z każdą kolejną jesteśmy mądrzejsi, silniejsi i bardziej doświadczeni. Identycznie jak trenujemy biceps podnosząc hantle.

Prawda 5: porażki pozwalają docenić dobre chwile

No i wreszcie ostatni punkt. Zdałam sobie sprawę, że porażki spełniają w moim życiu jeszcze jedną bardzo ważną rolę. Gdyby nie one – nie umiałabym docenić sukcesów! Brakłoby mi skali, różnorodności, porównania. Skąd niby miałabym wiedzieć, co jest świetne, a co do kitu? Gdyby ciągle było różowo-cukierkowo zwyczajnie przestałabym to doceniać. Nic z kolei nie smakuje tak wspaniale, jak wyjście z ciężkiej sytuacji i wspięcie się na sam szczyt. Tyle, że do tego nie dojdzie, jeśli będę w tej ciężkiej sytuacji rozpaczać i lamentować. Ale jeśli wyciągnę szybko wnioski i skoryguję postępowanie… stanie się magia.

photo-1438786657495-640937046d18