Jak być systematycznym w dążeniu do celu?

A photo by Andrew Small. unsplash.com/photos/EfhCUc_fjrU

Większość z nas chce się rozwijać, podejmować wyzwania, uczyć nowych rzeczy, pracować nad swoimi słabymi stronami. W każdym tygodniu podejmujemy jakieś mniejsze lub większe postanowienie o tym, co będziemy robić od tej pory inaczej. Dlaczego ostatecznie tak mało z tych postanowień się ziszcza? Odpowiedź zazwyczaj jest prosta – z czasem zaczyna brakować nam systematyczności i motywacji.

Kilka miesięcy temu założyłam, że chcę poświęcić 80% czasu podczas spotkań z członkami mojego zespołu na słuchanie, a tylko 20% na mówienie. Długo się pilnowałam, robiłam postępy. Potem pojawiły się jednak nowe ważne projekty. Większy stres. Presja czasu. W zeszłym tygodniu zrozumiałam, że przez ostatni miesiąc zrobiłam krok wstecz. Wróciłam do starych nawyków. Praca nad tym obszarem „zniknęła mi na chwilę z radaru”, bo pojawiły się inne wyzwania.

Właśnie to „znikanie z radaru” poskutkowało spadkiem silnej woli i odpuszczaniem postanowienia, które jeszcze pół roku temu wydawało mi się bardzo ważne. Kiedy je podejmowałam w mojej głowie tkwiły świeże informacje zwrotne, doświadczenia i emocje. Z czasem te wspomnienia zaczęły jednak blaknąć, pojawiły się trudności, nowe wyzwania. Może zamiast ćwiczyć słuchanie, powinnam trenować swoją kreatywność? Albo rozwiązywanie konfliktów? Pokusa by rzucić się na nowy obszar bez przepracowania poprzedniego się zwiększyła.

Postanowienie żeby coś zmienić, to tylko 5% sukcesu. Kolejne 95% to działania, które podejmiemy, by faktycznie dopiąć swego. Pierwszy moment jest z jednej strony najtrudniejszy (trzeba się zebrać, przełamać barierę), ale z drugiej strony motywacja jest nadal wysoka. Z czasem działania przychodzą z mniejszym wysiłkiem, ale motywacja może spadać, pokusa by ten jeden jedyny raz odpuścić rośnie. Powody dla których podjęliśmy wyzwanie zacierają się w głowie. Przychodzi myśl „czy ja na prawdę muszę się tak męczyć? Po co mi tak na prawdę cały ten wysiłek?”.

Podejmujesz decyzje „schudnę 5 kilo” albo „zacznę uprawiać sport”, bo akurat zbliża się lato, a Twój partner zaczyna trenować bieganie i motywuje Cię. Ale miesiąc później masz trudny okres w pracy. Siedzisz do późna w biurze. Kiedy wracasz do domu, zamiast biegać – masz ochotę usiąść na kanapie i zjeść chipsy. Tylko ten jeden raz. W kolejnym miesiącu psuje się pogoda, masz gorszy nastrój. Nie będziesz się przecież zmuszać. Potem odwiedzają Cię goście i jakoś zapominasz o treningach, bo dużo się dzieje. A za 3 miesiące kończy się lato i Twoja motywacja definitywnie spada.

Jak temu zaradzić? Jak zapobiec spadkowi motywacji i pamiętać o regularnym  podejmowaniu działań, które prowadzą do celu? Jest kilka sposobów. Możesz wyartykułować to do czego dążysz – spisać deklarację, stworzyć vision board, opowiedzieć komuś bliskiemu. To jednak tylko połowa sukcesu – zyskasz narzędzie, by przypomnieć sobie o źródle motywacji podczas jej kryzysu, ale nadal nie masz narzędzia, które pozwoli Ci monitorować regularne postępy, pamiętać o działaniach.

No i tu dochodzimy do sedna. Jakiś czas temu koleżanka z pracy pokazała mi banalnie proste „narzędzie” z którego sama korzysta i stwierdziłam, że ten patent wart jest, by puścić go dalej w świat. Opiera się na kilku prostych założeniach – po pierwsze spisaniu jednego lub kilku celów w formie prostej tabelki. Po drugie – regularnym przeglądaniu tej tabelki, wracaniu do niej o z góry ustalonych porach (na przykład raz na tydzień, w niedzielę wieczorem). Po trzecie – na uzupełnianiu jej o informacje o działaniach, które podjęliśmy w danym tygodniu by zbliżyć się do założonych celów. I wreszcie po czwarte – dzieleniu tej tabelki z drugą osobą, która ma identyczną, tyle, że skupioną wokół własnych celów i omawianiu z nią postępów, trudności, pomysłów, emocji.

EDYCJA: W międzyczasie dowiedziałam się, że narzędzie zaczerpnięte jest z książki „How to do everything and be happy”, więc podaję źródło. Chociaż fundamentalnie nie zgadzam się z tytułem – wszystkiego moim zdaniem się zrobić nie da i nie należy, jeśli nie chcemy zwariować. Tak czy siak, książki jeszcze nie czytałam, więc nie będę osądzać po okładce, może tytuł jest mylący:). 

Zacznijmy zatem od początku – spisanie celów. Podkreślałam już nie raz, nie dwa jak ważny jest ten krok w osiąganiu założonych rezultatów. Zaczynam zatem od siebie – w ciągu najbliższych 4 miesięcy zamierzam:

  • uprawiać sport 2 razy w tygodniu
  • wytrenować proporcję 80% słuchania, 20% mówienia
  • wypromować kulturę personal accountability i coachingu w mojej organizacji
  • rozwinąć blog pod kątem jakości tekstów i podwoić liczbę czytelników
  • organizować jedną randkę w tygodniu z moim partnerem

Spisując cele zadbałam o to, by były konkretne i żebym mogła łatwo oceniać, czy je realizuję, czy nie. W niektórych przypadkach (np. promowanie kultury) mogłabym bardziej skupić się na specyficznych działaniach, które zamierzam podjąć, ale postanowiłam spisywać je osobno, a tabelkę utrzymać w możliwie najprostszej formie.

tabelka 1

Ustaliłam też sobie, że będę uzupełniać tabelkę w każdy piątek po południu – jeśli podęłam w danym tygodniu działanie, które przybliżyło mnie do realizacji danego celu – oznaczam tydzień jako zielony. Jeśli zrobiłam „coś”, ale mniej niż od siebie oczekiwałam (np. jeden trening zamiast dwóch) – oznaczam tydzień jako żółty. Jeśli nie zrobiłam nic – koloruję na czerwono. Dopuszczam, że w niektórych tygodniach nie będę podejmować działań w poszczególnych obszarach – jeśli będę na urlopie, to nie będę pracować nad kulturą organizacji. Takie tygodnie oznaczę po prostu szarym kolorem. Nie będę zatem wpisywała do tabelki informacji o działaniach, będę tylko oznaczała tygodnie kolorem. To będzie dobra okazja, żeby przemyśleć postępy, a także zastanowić się nad działaniami na kolejny tydzień (pójdę pobiegać, czy raczej na siłownię?). Nie stracę żadnego z istotnych dla mnie obszarów „z radaru”, bo będę do nich regularnie wracać i podsumowywać.

No i wreszcie ostatni punkt – mój ulubiony. Koleżanka, która opowiedziała mi o tym patencie trzyma swoją tabelkę na Google Drive. Ma do niego dostęp również jej przyjaciółka, która umieszcza w tym samym miejscu swoją tabelkę i wymieniają się postępami. Postanowiłam skorzystać z tego pomysłu – będę zatem prowadzić tabelkę wirtualną. Oprócz tego w weekendy często spotykam się z osobą, z którą podzielę tabelkę. To będzie dobra okazja, żeby porozmawiać w cztery oczy o postępach i wymienić się doświadczeniami. Jeśli utknę w martwym punkcie – mam nadzieję, że pomoże mi odzyskać motywację. Jeśli ona nie będzie wiedzieć jakie działania dalej podjąć – może ja coś podpowiem. Taka wymiana doświadczeń to bezcenna sprawa.

tabelka 2

Żadna z rzeczy, których pragniemy nie przyjdzie ot tak – musimy na nie zapracować. Żeby osiągać rezultaty, trzeba podejmować regularne działania. Wierzę, że ten prosty system pomoże mi zachować systematyczność, pamiętać o moich celach i utrzymać motywację. Wchodzisz w to? Jeśli tak – zajrzyj też do podobnych tekstów o ustalaniu celów i podsumowaniach. No i zrób swoją tabelkę!