Perfekcyjnie czy wystarczająco dobrze?

photo-1432634372475-07b399e372ee

Chcę Ci się dzisiaj do czegoś przyznać. To taka moja mała tajemnica, pewna cecha, którą do niedawna uwielbiałam, teraz jednak zauważam jej ciemną stronę. Otóż… jestem perfekcjonistką i wcale nie jest mi z tym dobrze. Jestem zorientowana na cele, osiągam sukcesy, swoją pracę staram się wykonywać w wysokiej jakości i całkiem mi wychodzi ale… czasem bardzo dużo mnie to kosztuje. Jakiś czas temu zaczęłam nad sobą pracować, chcę nauczyć się odpuszczać. Widzę postępy, okupione wieloma zgrzytami zębów i walką ze sobą, ale długa droga jeszcze przede mną. Lubię mieć wszystko zrobione i do tego zrobione dobrze, bo przecież ja nie zawalam i nie produkuję bubli. Tyle, że w mojej pracy jest to wręcz niemożliwe – zawsze można by zrobić więcej i lepiej, zawsze pozostaje ten niedosyt, którego smaku tak nie lubię. Chcę zmienić to nastawienie, bo nie mam ochoty być wiecznie zestresowana i spędzać w pracy 16 godzin na dobę. Masz podobny problem? No to dzisiejszy wpis jest właśnie dla Ciebie!

photo-1454262041357-5d96f50a2f27

Skąd bierze się perfekcjonizm? Od małego jesteśmy uczeni, że to co na prawdę liczy się w naszym życiu, to osiąganie celów. Świadectwo z paskiem, premia na koniec roku, piątka z egzaminu – bardzo rzadko jesteśmy nagradzani i sami siebie nagradzamy za sam proces dochodzenia do tego celu, a tym bardziej – za poniesione po drodze porażki, które przecież są konieczne. W ten sposób ciągle wzmacniamy w sobie przekonanie, że liczy się wyłącznie sukces, przebiegnięcie linii mety. Porażki są niepożądane, bo nas od linii mety oddalają – trzeba je jak najszybciej eliminować, wystrzegać się ich jak ognia. Budujemy  w sobie wielkie napięcie, najczęściej właśnie z powodu strachu przed porażką.

Ćwiczenie 1 – autodiagnoza

Czy uważasz się za perfekcjonistę? Odpowiedź na poniższe pytania może Ci pomóc w autodiagnozie – ćwiczenie (w wersji skróconej) pochodzi z książki “Przekleństwo perfekcjonizmu” Malwiny Huńczak. Cytuję:

  1. Gdy popełnię jakiś błąd, stale go rozpamiętuję i obwiniam się
  2. Rzadko jestem z siebie zadowolony
  3. Często myślę, że mogłem coś zrobić lepiej
  4. Gdyby nie istniał konkretny termin oddania projektu/zadania, to wprowadzałbym poprawki bez końca
  5. Jeśli coś jest zrobione za szybko, to znaczy, że nie może być zrobione dobrze
  6. Jeśli coś mi nie wyszło – szukam winy w sobie
  7. Ważne jest dla mnie to, co inni o mnie myślą i jak mnie oceniają
  8. Denerwują mnie osoby, które nie stawiają sobie poprzeczki tak wysoko jak ja
  9. Nie pozwalam sobie na popełnianie błędów
  10. Z reguły porównuję się z innymi
  11. Często myślę, że “powinienem” i “należy” coś zrobić
  12. Rzadko jestem zadowolony ze swoich osiągnięć. Zawsze potrafię znaleźć jakieś “ale”
  13. Jeśli będę mieć jakieś osiągnięcia, to zyskam uznanie w oczach innych ludzi
  14. Nie znoszę, jak ktoś mnie krytykuje

Jeśli zgadzasz się z więcej niż połową stwierdzeń – prawdopodobnie jesteś perfekcjonistą. Koniec cytatu.

photo-1432064308058-7262c211d2fa

Czy musi tak być? Nie musi, widzę to po sobie. Pracując nad swoim perfekcjonizmem i odpuszczając sobie – nadal jestem w stanie osiągać moje cele. Może zajmuje mi to trochę więcej czasu, może robię to po swojemu, a nie tak, jak oczekują tego inni, ale dobiegam do mety w lepszym stylu – bez kosmicznego poziomu stresu, wypalenia, nerwów i problemów ze zdrowiem. Długa droga jeszcze przede mną – jestem na początku pracy nad moim perfekcjonizmem, ale już teraz widzę pozytywne efekty, które motywują do dalszej pracy.

Ćwiczenie 2 – analiza zysków i strat

To również ćwiczenie, które zaczerpnęłam z książki “Przekleństwo perfekcjonizmu”. Przygotowałam też dla Ciebie szablon do wykonania go (oraz ćwiczenia 4) i wpięcia do TWOJEJ TECZKI w wersji A4 i A5.  Spisz czynności, które starasz się wykonać na 95 -100%. Następnie podziel kartkę na dwie części – w jednej z nich wypisz zyski, które osiągasz z tego tytułu, po drugiej straty, które ponosisz. Których jest więcej? Które są bardziej odczuwalne? Czy teraz świadomie podejmiesz decyzję, żeby nadal płacić te wysokie koszty?

photo-1415754487370-cecde644f097

Dlaczego tak trudno wyjść z perfekcjonizmu? Po pierwsze – uzależniamy się od sukcesów. Smakują tak przyjemnie, dlaczego zatem nie dążyć do nich bez przerwy? Po drugie – często nie umiemy przeżywać trudnych emocji. Jak jestem smutna – od razu szukam sposobu, żeby poprawić sobie humor. Kiedy się boję – chciałabym jak najszybciej zrobić coś, co pomoże odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Jeśli kogoś zdenerwowałam lub zawiodłam – natychmiast szukam sposobu, żeby to naprawić.  Tymczasem na złe emocje i ich przeżywanie też trzeba znaleźć miejsce. One po prostu SĄ w naszym życiu, nie wykasujemy ich, możemy się za to z nimi oswoić.

Ćwiczenie 3 – oswajanie trudnych emocji

W tym tygodniu przynajmniej dwa razy odmów innym. Powiedz “nie” zadaniom, na które normalnie się godzisz. Jeśli musisz – podaj wyjaśnienie, ale nie tłumacz się. Taka jest Twoja decyzja i już, masz do niej pełne prawo. Zaobserwuj jakie to wywołuje w Tobie emocje. Przeżyj je, nie staraj się ich natychmiast zmienić, tylko dlatego, że są nieprzyjemne, oswój się z nimi. Nie jest to zbyt wygórowana cena lepszego życia.

photo-1433208406127-d9e1a0a1f1aa

Jaka jest recepta na pozbycie się niezdrowego perfekcjonizmu? Krew, pot i łzy:) Nie ma innej rady, niż ciągle ćwiczyć. Pracować, aby część rzeczy zacząć robić “tylko” wystarczająco dobrze. Nie na 95-100%, ale na 70%, czasem na 50%. Te rzeczy nadal będą zrobione, często otoczenie nawet nie zauważy jak bardzo schodzisz ze swoich wygórowanych standardów. Będą pojawiać się trudne emocje, wiem o czym mówię – stawiam im czoło każdego dnia. Zauważ je, przeżyj, przyzwyczaj się do nich, oswój – one wcale nie są aż tak straszne jak na początku się wydaje. Zastanów się także, na ile uzależniasz swoją samoocenę od opinii innych – to częsta pułapka myślenia perfekcjonistów, nad którą da się pracować – to już jednak zadanie dla psychologa.

Założę się, że zaświtała Ci w głowie myśl – ona mnie tu namawia do bylejakości! Gdzieżby, nie cierpię bylejakości, jeśli już się do czegoś zabieram, to staram się to zrobić dobrze, ale … Po pierwsze – zabieram się do mniejszej liczby rzeczy, żeby być im w stanie poświęcić należyty czas. Po drugie – oceniam, na ile dana rzecz jest ważna i jakie będą konsekwencje, jeśli zrobię ją “tylko” na 70%, czasem nawet na 50% (to dopiero jest dla mnie trudne!). Część rzeczy robię i pewnie zawsze będę robić na 100%, bo uważam je za niezwykle ważne i chcę, żeby miały wysoką jakość. Jest jednak spora grupa zadań, która wcale tego nie wymaga. Po trzecie – perfekcjonistom (wiem po sobie) zazwyczaj wydaje się, że rzeczy są dużo bardziej niedopracowane, niż są w rzeczywistości. Zawieszamy sobie poprzeczkę wysoko – podczas kiedy często nikt tego od nas nie oczekuje. Pomiędzy perfekcjonizmem a bylejakością jest bardzo, bardzo daleka droga.

photo-1453436814304-c83fabe8486e

Ćwiczenie 4 – wystarczająco dobrze

Pomyśl o czynności, która zajmuje Ci bardzo dużo czasu i niekoniecznie przynosi adekwatną wartość dodaną (np. pisanie długich maili, gotowanie wyszukanych obiadów). A teraz zastanów się – jak możesz w tym tygodniu wykonać tą samą czynność “tylko” wystarczająco dobrze – nie na 100%, nawet nie na 95%, ale powiedzmy na 70%. Obiad nadal będzie stał na stole, ale zamiast pierogów, które normalnie lepisz przez 3 godziny – będzie składał się z grillowanej ryby, kaszy gryczanej i marchewki z groszkiem, które przygotujesz w 15 minut.

Zastosuj tą samą regułę w pracy. Jeśli nie jesteś w stanie – nie odpowiadaj na każdego maila w pięciu akapitach i koniecznie tego samego dnia, którego go otrzymasz, wystarczy jeden akapit (odbiorca też się ucieszy – wierz mi:)), mniej pilne maile mogą też poczekać dzień lub dwa. Uprzedź swojego szefa, że z uwagi na dużą ilość obowiązków musisz priorytetyzować. Mimo tej wielkiej pokusy, żeby robić wszystko idealnie – znajdź już dziś przynajmniej jedno zadanie, które wykonasz “tylko” na 70%.

Po więcej teorii i praktyki, sięgnij do książki “Przekleństwo perfekcjonizmu” Malwiny Huńczak. Na blogu pojawią się też będą kolejne ćwiczenia z tego zakresu.

Spodobał Ci się ten artykuł? Bardzo mi miło! Zostaw koniecznie komentarz i podaj dalej!

  • Ja już na szczęście nauczyłam się czasem odpuszczać 🙂

  • Oj Ula…musimy przyznać, że obie w Smileosophy też jesteśmy perfekcjonistkami! Staramy się nad tym pracować, bo tak, jak piszesz – czasami nie warto. Ćwiczymy na sobie “wystarczająco dobrze” i pilnujemy się nawzajem, ale chętnie wypróbujemy pozostałe ćwiczenia, które polecasz. Fajnie tu u Ciebie. Będziemy zaglądać 🙂

  • No ja świetnie rozumiem, bo u mnie to też nie naturalny stan, ale ciężko wypracowany, a i tak jeszcze zdecydowanie nie do końca:) Do zobaczenia!