Mam takie prawo i już!

Przez ostatnie kilka lat sporo się o sobie dowiedziałam. Poznałam lepiej swoje mocne strony. Zbadałam ograniczenia. Rozpracowałam całe morze przekonań. Nauczyłam się obserwować emocje i wyłapywać sygnały, które się za nimi kryją. Ale najważniejszym krokiem było uświadomienie sobie kilku praw, które mam ja i każdy inny człowiek na tej planecie. ale jakoś tak o nich zapominamy. Ba, nawet czasem czujemy się winni, gdy zaczynamy z nich korzystać. Mimo, że one tam są i na prawdę nam przysługują, to jednak nie egzekwujemy ich w pełni wobec siebie. Dziś korzystam z tych praw częściej i chętniej, jest mi dzięki temu lżej. Chciałam więc do tego samego zachęcić Ciebie.

Dobrze wiem – to nie jest łatwe. Kiedy człowiek chce być dla siebie choć odrobinę bardziej wyrozumiały a mniej kategoryczny – od razu pojawiają się myśli: co inni o mnie pomyślą, czy na pewno tak mogę, a co jeśli przestaną mnie akceptować, powinienem zachować się inaczej. Zazwyczaj towarzyszy im spory stres, a jego źródło tkwi w naszej głowie. Wierz lub nie, ale większość tych obaw jest nierzeczywista. A te które są rzeczywiste – prawdopodobnie są mniej ważne niż Twoje zdrowie i dobre samopoczucie. Dlatego dzisiaj zamierzam manifestować swoje prawa – liczę, że zrobisz to samo, wiedząc, że jest nas przynajmniej dwoje:).

Mam prawo…

… się pomylić

Normalna, ludzka sprawa – ciągle popełniamy błędy. Wydawać by się mogło, że to oczywiste i trzeba nad tym przejść do porządku dziennego, ale gdzieżby! My wolimy podejście kategoryczne! Potwornie się nimi przejmujemy. Lęk przed nimi często paraliżuje nas przed podjęciem działania. Przyznanie się do błędu wiąże się z silnym stresem, skrętem kiszek i dużym wstydem. Połowa w tym zasługi nas samych, połowa otoczenia. Bo jakby nie patrzeć – nie jesteśmy zbyt wyrozumiali ani w stosunku do siebie, ani (w konsekwencji) w stosunku do innych.

Kiedy ktoś zajedzie Ci drogę na skrzyżowaniu, prędzej pomyślisz „co za idiota” niż, że gość miał słabszy dzień i się zdekoncentrował. Kiedy pomylisz się podczas spotkania – będziesz sobie wyrzucał, jak mogło do tego dojść. No mogło. Bo każdy człowiek w kółko popełnia błędy i tego nie zmienisz. Pogoń za nieomylnością jest stratą energii i czasu, a często blokuje nas przed realizacją marzeń.


Poćwicz:

Następnym razem, gdy ktoś popełni przy Tobie błąd – okaż wyrozumiałość, zamiast się wściekać. Mamy jej zdecydowanie za mało w dzisiejszym świecie. Ta druga osoba prawdopodobnie i tak ochrzaniła sama siebie w myślach, nie musisz dokładać kilku batów.


Na szczęście na wprowadzenie w życie prawa do popełniania błędów jest prosta metoda. Taka sama z resztą, jak na wprowadzenie wszystkich pozostałych praw z tego tekstu. Po prostu pozwól sobie na pomyłki, staw im czoła i zobacz na własne oczy, że świat się od nich nie zawala. Dopóki przed nimi uciekasz – nie masz możliwości obalić mitu, że nie wolno Ci ich popełniać. Założę się, że wyolbrzymiasz ich możliwe negatywne konsekwencje. Jedyną skuteczną metodą walki z podobnymi lękami jest stawienie im czoła i przekonanie się, że żyją głównie w nas samych. A nawet jeśli ograniczone negatywne konsekwencje się pojawią – zastanów się, czy nie są ceną, jaką warto zapłacić za wolność od lęku.


Przemyśl:

W którym obszarze swojego życia najbardziej boisz się błędów?

Jakie mogą być ich realne konsekwencje?

Czy kiedyś już ich doświadczyłeś? Jak sobie poradziłeś?

Czy znasz kogoś, kto nie popełnia błędów?


Na wszelki wypadek dodam jeszcze, że piszę oczywiście o pomyłkach, które nie zagrażają czyjemukolwiek życiu i zdrowiu, nie doprowadzą Ciebie ani innych na skraj bankructwa ani do obłędu. Choć i takie błędy czasem się zdarzają i musimy to zaakceptować – w żadnym razie nie zachęcam do ich ćwiczenia.

…stawiać granice

Słowo klucz w tym przypadku to „nie muszę”. Chociaż czasem wydaje mi się, że jest inaczej, to jednak:

Nie muszę zawsze spełniać oczekiwań innych.

Nie muszę zawsze dawać z siebie 150% w każdym obszarze mojego życia.

Nie muszę godzić się na obcowanie z toksycznymi ludźmi i ich trującymi emocjami.

Nie muszę być zawsze dostępna.

Nie muszę godzić się na działania, które mi szkodzą.

Sztuka polega na stawianiu GRANIC i komunikowaniu ich innym, by wiedzieli, kiedy je przekraczają. Te granice to moja tarcza ochronna. Mam święte prawo postawić je tam, gdzie jest to dla mniej konieczne, dobre, potrzebne. Jak zauważyć, że ktoś je właśnie przekracza? Na szczęście mamy wbudowany naturalny czujnik – silne emocje, a zwłaszcza złość. Jeśli zaczynasz ją odczuwać, zastanów się, która z Twoich granic jest właśnie naruszana.

…nie spełniać oczekiwań

Oj, tu mamy ciężki kaliber. Bo wprost uwielbiamy spełniać oczekiwania – czujemy się wtedy docenieni, zaakceptowani, nagrodzeni. Jeśli jednak popadamy w przesadę i bardziej skupiamy się na spełnianiu oczekiwań innych, niż realizacji swoich celów i planów – bęc. Zazwyczaj wynika z tego wyłącznie frustracja. Na wszystko nigdy nie wystarczy nam czasu, więc cudze oczekiwania zabierają pole naszym własnym. Dlatego pamiętam, że:

Nie muszę robić wszystkiego, o co ktoś poprosi.

Nie muszę akceptować wszystkich zaproszeń na spotkania.

Nie muszę podejmować się wszystkich aktywności, które mi zaproponują.

Nie muszę robić tego, co sugerują inni.

I nawet jeśli wiąże się to z emocjonalną reakcją po drugiej stronie – nic to nie zmienia. Bo jej też nie muszę przyjmować. Brzmi jak oczywista oczywistość, ale czy udaje Ci się to w praktyce? Jeśli nie – pomyśl na ilu ważnych dla siebie sprawach idziesz w ten sposób na zgniły kompromis. Na ile płacisz za spełnianie oczekiwań innych własnym zdrowiem, samopoczuciem, czasem z rodziną, samospełnieniem, hobby, realizacją celów. Czy to się na pewno opłaca? Jeśli nie – popracuj nad większą równowagą i  zacznij ćwiczyć odmawianie. Cała sztuka polega na radzeniu sobie z trudną reakcją drugiej strony i … można to wytrenować!

…mieć dość

Ciągle piszę tu na blogu o dobrej organizacji, życzliwości, rozwoju, dbaniu o relacje. Mogło by się wydawać, że zachęcam Cię do bycia idealnym. Dlatego ten akapit musiał się pojawić. Bo mimo, że warto nad sobą pracować, wkładać wysiłek i podnosić poprzeczkę, to czasem… normalnym jest mieć wszystkiego dość. Bo nawarstwiło się zbyt wiele problemów, bo ktoś szarpnął za najdelikatniejszą strunę, bo zużyte zostało zbyt wiele energii i desperacko trzeba ją zregenerować, bo emocje sięgnęły zenitu i eksplodowały.

Zdarza się każdemu. Ba – nawet myślę, że to zdrowe, o ile nie trwa zbyt długo! Możesz od czasu do czasu mieć dość i nikt Ci tego nie zabroni. Wybuchniesz złością lub płaczem, zaszyjesz się pod kocem, odwołasz wszystkie plany, nie będziesz chciał z nikim gadać. Twoje święte prawo. A gdy po kilku minutach, godzinach lub dniach podniesiesz się, otrzepiesz i pójdziesz dalej – świat będzie tam czekał. Mam tylko prośbę – jeśli zauważysz, że ktoś w Twoim otoczeniu wchodzi aktualnie w ten stan, okaż zrozumienie i daj mu święty spokój.

…zmieniać zdanie

Zmienianie zdania czasem bywa frustrujące dla innych, ale świadczy o tym, że dotarły do Ciebie jakieś nowe informacje i odkryłeś lepsze rozwiązanie. Być może reagujesz w ten sposób na potrzeby, z których nie zdawałeś sobie wcześniej sprawy. Być może zmieniła się sytuacja, kontekst. A może po prostu klocki poukładały się na nowo w Twojej głowie i są teraz bardziej dopasowane, tworzą lepszy układ.

Zmiana decyzji na lepszą jest pożyteczna, choć nierzadko wprowadza komplikacje. Zastanów się więc jakie są korzyści i koszty w obu przypadkach. Nie zakładaj, że jak raz dokonałeś wyboru, to musisz żyć z nim już do końca świata, tylko dlatego, że w innym wypadku Twoje otoczenie będzie niezadowolone. Pewnie – wprowadzasz w ten sposób lekkie zamieszanie, ale może warto?

…wychodzić naprzeciw swoim potrzebom

Nie ignoruj ich. Nie stawiaj na ostatnim miejscu. Nie czekaj z ich spełnieniem, aż zrobisz wszystko inne. Przede wszystkim zadbaj o siebie, by mieć energię do działania w innych obszarach. Zauważanie swoich potrzeb i mądre ich zaspokajanie to jedna z kluczowych umiejętności szczęśliwego życia. Koniecznie zajrzyj do tekstu o potrzebach i zacznij już dziś uważniej słuchać swojego organizmu.

…nie wiedzieć/nie umieć

Nie wiedzieć to dzisiaj wstyd. Bardzo staramy się ukryć przed innymi, że w jakiejś dziedzinie brak nam umiejętności. Tak bardzo, że często nie mamy szansy się …nauczyć. Bo żeby to zrobić, trzeba przyznać, że jest się na poziomie zero i zacząć zgłębiać temat od podstaw. Trzeba okazać pokorę, obnażyć swoje braki. Szkoda, że przychodzi nam to z takim trudem i często postrzegane jest jako oznaka słabości. W końcu nikt z nas nie urodził się z zestawem umiejętności, jaki posiada dziś. Każdy musiał przejść niezliczoną ilość ścieżek, by je wykształcić. Jeśli Ty nie szedłeś jeszcze ścieżką danej umiejętności – nie porównuj się do kogoś, kto przebył ją wielokrotnie. Po prostu wyrusz w drogę i daj się zaskoczyć.

Według mnie nie wiedzieć i chcieć się nauczyć jest pięknie i odważnie. Podziwiam osoby, które przyznają się do niewiedzy i starają się to zmienić. Nabywanie nowych umiejętności jest ekscytujące i przynosi wielką satysfakcję, którą może jednak popsuć lęk przed popełnieniem błędu, czy porażką. One są jednak nieodłączną częścią uczenia, przyjmij je więc z dobrodziejstwem inwentarza!

Może też być tak, że nie wiesz lub nie umiesz i wcale nie chcesz tego zmieniać, bo ta nowa wiedza nie jest Ci do niczego potrzebna. I to też jest OK! Nawet jeśli cały świat uważa inaczej. Ty wiesz najlepiej, co jest dla Ciebie dobre. I masz święte prawo postępować według tego przekonania.