Do czego służą nam bariery?

Zastanawiasz się czasem, dlaczego nie robisz pewnych rzeczy, które teoretycznie zrobić chcesz? Lepsze odżywianie, poprawa kondycji, utrata wagi, nauka języka obcego, zmiana pracy, zmiana partnera, nowe przedsięwzięcie. Mimo, że właśnie dwudziesty raz powiedziałeś przyjacielowi, że obecna sytuacja Cię nie satysfakcjonuje, nie podejmujesz działań by ją zmienić. Założę się, że gdybyśmy rozmawiali teraz „na żywo”, to od razu usłyszałabym od Ciebie jakiś dobry powód, który to uniemożliwia. A jego źródłem byłby świat zewnętrzny – poza Twoją kontrolą i wpływem. Na bank.


Do najczęstszych zewnętrznych powodów należą:

Nie mam czasu

To się nie uda

To zbyt ryzykowne finansowo

Nic nie mogę zrobić dopóki…

Brakuje mi kompetencji/predyspozycji


Nie zamierzam Cie przekonywać, że możesz wszystko a ograniczenia nie istnieją – zamierzam Cię jednak skłonić do zastanowienia się, czy Twoje bariery są realne i nieprzekraczalne, czy też tylko maskują prawdziwy powód braku działania. Czy na prawdę umiejscowione są poza Twoim wpływem, czy tylko wygodnie Ci tak myśleć i pozbywać się odpowiedzialności, a one znajdują się przede wszystkim w Twojej głowie i zależą wyłącznie od Ciebie. Takie bariery mogą spełniać określoną funkcję.

To jedno z moich odkryć od kiedy zaczęłam interesować się coachingiem. Bariery w naszej głowie są tam z jakiegoś powodu. Pomagają chronić się przed lękiem, ograniczają wysiłek, zbywają odpowiedzialność, maskują niską motywację. Są jednak tylko przykrywką. Uniemożliwiają stawienie czoła prawdziwemu wyzwaniu, zmierzenie się z nim, podjęcie działania. Sprawiają, że wierzymy w brak własnej sprawczości, tkwimy w relacjach i sytuacjach, które nie są dla nas dobre. Poniżej znajdziesz kilka funkcji, które mogą spełniać takie bariery.

Bariery ograniczają wysiłek

Nasz mózg ma o nas dbać. Również pod kątem gospodarki energetycznej. Dlatego jeśli na horyzoncie pojawia się wizja dużego wysiłku, być może przekraczającego Twoje aktualne zasoby – umysł poszuka sposobu, by Ci ten wysiłek wybić z głowy. Czasem będzie to zdrowe i pomocne, czasem utrudni popchnięcie naprzód przedsięwzięć na których Ci zależy. Przychodzisz wykończony z pracy i… chcesz zrobić godzinny trening? Jeśli nie jesteś do tego przyzwyczajony, organizm nie „pamięta”, że wysiłek fizyczny poprawi Twoje samopoczucie. Umysł na pewno znajdzie jakieś bariery, by Ci przeszkodzić. Pojawią się inne ważniejsze sprawy (sterta prania, rachunki do popłacenia), dojdziesz do wniosku, że masz zbyt wykańczającą pracę i po prostu nie da się jej pogodzić z uprawianiem sportu, albo, że jako rodzić musisz więcej czasu spędzać z dziećmi zamiast biegać po lesie.

Widzisz, że źródło wszystkich tych wymienionych barier leży na zewnątrz Ciebie? A prawdziwym wyzwaniem, którym warto się zająć jest Twój ogólny poziom energii, czyli Twoje wnętrze. Sytuacja nie zmieni się, dopóki nie podejmiesz decyzji i działań. Zastanów się, co dodaje Ci sił, a co je drenuje. Jakie aktywności trzeba ograniczyć, a na jakie znaleźć więcej przestrzeni. Wprowadź powoli zmiany, które zrównoważą sytuację.

Bariery zbywają odpowiedzialność

Istnieje prawdopodobieństwo, że masz obok siebie wredne koleżanki, szefa – tyrana, niewspierającego partnera i nadopiekuńczych rodziców.  Oczywiście – takie rzeczy się zdarzają. Zdarza się też, że fantastycznie sprawdzają się w roli wymówki, by nie przejąc odpowiedzialności za własne życie, wybory, przedsięwzięcia. Koleżanki możesz zmienić, pracę i szefa też. Partnera wybrałeś/aś sam i nikt Cię przy nim nie uwiązał do końca życia. Jeśli jesteś dorosły, to w relacji z rodzicami również masz dużo do powiedzenia. Nie usprawiedliwiaj się więc kiepskimi relacjami, sytuacją finansową, wykształceniem,. Nie odbieraj sobie w ten sposób mocy, decyzyjności. Weź za siebie odpowiedzialność i zmień to, co Ci się nie podoba. Jeśli nie możesz od razu przekroczyć rzeki, to chociaż zamocz stopę – zrób pierwszy krok.  Na co czekasz? Przecież nikt nie zrobi tego za Ciebie!

Zbywanie odpowiedzialności występuje też często w pracy. Zamiast zastanowić się co TY możesz zrobić, by poprawić wyniki – wyszukujesz zewnętrzne powody, dla których przedsięwzięcie skazane jest na porażkę. Wiesz co? Te potencjalne powody istnieją prawie zawsze! Materiały nie przyjdą na czas, w zespole brakuje kompetencji, stare metody okazują się nieskuteczne, brakuje danych, pomysłów. Prawdziwym wyzwaniem jest przejęcie odpowiedzialności, by je przekroczyć. Spróbujesz?

Bariery ograniczają ryzyko /ekspozycję na lęk

To chyba najczęstszy powód wyszukiwania maskujących barier. Nie lubisz stawiać czoła swoim lękom, dlatego niezwykle skutecznie szukasz powodów, by tego nie robić. Lęk przed zaangażowaniem, przed odpowiedzialnością, przed wyjściem ze strefy komfortu, przed bliskością, przed samotnością i wiele, wiele innych często ukrywa się pod płaszczykiem wymówek, by nie podejmować dobrych dla siebie zmian. Nie muszę chyba dodawać, że dopóki oszukujesz się co do źródła problemu – nie masz szansy go rozwiązać.

Nie spodoba Ci się to, co teraz napiszę, ale jedynym długoterminowo skutecznym sposobem na pozbycie się lęku jest… stawienie mu czoła. I przekonanie się na własnej skórze, że jego źródło jest w nas samych, a straszne konsekwencje, które sobie wyobrażamy są … mało prawdopodobne. Lęk i strach to nie to samo. W obu przypadkach odczuwamy napięcie, niepokój wobec jakiegoś niebezpieczeństwa. Strach to odpowiedź na realne zewnętrzne zagrożenie, tymczasem lęk jest procesem wewnętrznym, niezwiązanym z bezpośrednim zagrożeniem i bólem. To nasze subiektywne, często niezwykle mało prawdopodobne przeświadczenie.

Jeśli więc ciągle wyszukujesz powody, by nie podjąć ważnych dla siebie działań, bo nie masz czasu, musisz myśleć o rodzinie, nie masz odpowiednich predyspozycji, jeszcze nie jesteś gotowy (i od pięciu lat powtarzasz to samo) – zastanów się, czy na pewno jest to prawdziwa przyczyna, czy też raczej maskująca bariera. Każdy ma swoje lęki. A ich pokonanie daje nie tylko satysfakcję, ale też prawdziwy spokój.

Bariery uniemożliwiają porażkę

Jeśli wizja porażki Cię paraliżuje – poszukasz powodów, dla których nie warto próbować. I na pewno coś znajdziesz. Mógłbyś zacząć trenować do półmaratonu, ale przecież nie masz butów. A poza tym dużo pracujesz i nie masz czasu. Ostatnio też ciągle łapiesz zadyszkę – może to jakiś problem ze zdrowiem, który i tak uniemożliwiłby Ci start. Na pewno się nie uda, szkoda czasu na próbowanie. To bardzo ciekawy mechanizm – w końcu jeśli nie podejmujesz próby to szansa na porażkę wynosi 100%, a więc tym bardziej nie ma się czym chwalić! Wydaje Ci się to jednak mniej dotkliwe, niż podjęcie działania i nieosiągnięcie celu. Ale czy tak jest na prawdę?

Pomyśl o tym, ile zyskasz poprzez samo próbowanie. Czego się nauczysz, jak poprawisz kondycję, kompetencje, poszerzysz perspektywę. Poszukaj przyjemności w dążeniu do celu, wtedy wizja ewentualnej porażki nie będzie aż tak sroga. Wyjdziesz z trybu myślenia „wszystko albo nic”.

Bariery ukrywają niską motywację

Odpowiedz sobie tak szczerze – czy te wszystkie zewnętrzne powody, dla których od dawna nie podejmujesz działania nie służą przypadkiem ukryciu niskiej motywacji? Po prostu nie chcesz się tym zajmować. Nie czujesz potrzeby, nie widzisz wartości dodanej, nie jest to bliskie Twojemu sercu albo w ogóle jest niezgodne z Twoim systemem wartości. Odpowiedz sobie uczciwie na to pytanie, zamiast zasłaniać się kotarką wymówek. Jeśli dojdziesz do takiego wniosku, poszukaj źródła motywacji lub odrzuć to zadanie raz na zawsze, bez poczucia winy. Rezygnowanie z rzeczy w które nie wierzysz jest OK, tylko zrób to z prawdziwego powodu.

A teraz przywołaj w myślach dowolną sytuację/szansę/możliwość, która od dawna Cię męczy albo zachęca, ale nic z tym nie robisz. Zastanów się – czy na prawdę działanie jest niemożliwe, czy też blokuje je maskująca bariera? Jaką może ona spełniać funkcję? Jak odkryć prawdziwą przyczynę braku działania? Jak stawić jej czoła? Czy jesteś gotów nad nią popracować? Owocnych łowów!