6 sposobów na stres, których pewnie nie znasz

photo-1462829321917-9970fc5ecb9d

Ważne spotkanie w pracy, choroba, przeprowadzka, kłótnia z małżonkiem/partnerem, daleki wyjazd, egzamin – stresu w naszym życiu jest coraz więcej i więcej. Z naukowego punktu widzenia odczuwamy go, gdy wyzwania stawiane przez życie i napięcia zewnętrzne przekraczają naszą naturalną i postrzeganą zdolność do radzenia sobie. Niestety w szkole nikt nie nauczył nas, jak sobie z nim radzić. Krótkoterminowo bywa pomocny, ale jeśli utrzymuje się dłużej – wykańcza psychicznie i fizycznie. Są jednak sprawdzone sposoby, by uwolnić się od nadmiaru stresu.

Zacznę od przypomnienia tych standardowych, prostych i bardzo skutecznych – na pewno już je znasz. U mnie najlepiej działają:

Sport. To najskuteczniejsza metoda. Idę pobiegać i napięcie ze mnie ulatuje.

Uważność/medytacja. Pisałam już sporo o tej metodzie tu, tu i tu. Regularnie praktykowana trwale zmienia stan naszego umysłu, uspokaja, pomaga się koncentrować. Działa wyciszająco, relaksująco.

Ćwiczenia oddechowe. To najprostszy sposób na uspokojenie, dostępny zawsze i wszędzie, bez ograniczeń. Szykuję osobny post na ten temat.

Spotkanie z przyjaciółmi, hobby, kreatywne zajęcie. Skupienie uwagi na innej dziedzinie, niż ta, która generuje we mnie napięcie również świetnie działa. Czy to będzie wypad do kina, na kawę, czy oddanie się swojej pasji – szybko zapomnisz o stresie.

Tutaj lista się jednak nie kończy. Ostatnio coraz bardziej popularne są niestandardowe metody radzenia sobie z napięciem. poniżej znajdziesz kilka mniej znanych technik, zachęcam do wypróbowania w ramach eksperymentu. Kto wie, może trafisz na rozwiązanie idealne dla Ciebie?

photo-1466781160848-578bd14c59ea

Tulsi

To egzotycznie i przyjaźnie brzmiące słowo oznacza … świętą bazylię, czyli zioło, z którego sporządza się napar / herbatkę. Kupisz ja bez problemu przez internet, na przykład tutaj. Wśród właściwości tulsi wymienia się redukcję stresu (działa uspokajająco), wzmocnienie odporności, oczyszczanie organizmu z toksyn. Polecił mi ją znajomy pasjonat zielarstwa i zamierzam spróbować.

Submodalność

To technika wywodząca się z NLP. Opiera się na przekonaniu, że każdy nasz stan umysłu, emocja ma w głowie jakąś fizyczną reprezentację, obraz, odczucie, dźwięki towarzyszące – czyli właśnie tak zwane submodalności. Poprzez zmianę tych fizycznych parametrów, jesteś w stanie zmienić również źródłową emocję. Jeśli zależy Ci na redukcji stresu, będzie to wyglądać mniej więcej tak:


Weź kilka głębokich oddechów.

Zlokalizuj gdzie w twoim ciele kumuluje się stres (np. brzuch, ramiona, kark).

Wyobraź sobie, że jest on tam obecny w jakiejś fizycznej formie – na przykład kamienia, wody, innego organizmu.

Opisz jak najdokładniej wszystkie cechy fizyczne tej formy (jak wygląda, jaka jest w dotyku, jak pachnie, czy wydaje dźwięki).

Następnie “sięgnij” po tą formę i “wyjmij” ją z siebie, połóż na stole. Uwolnij się od tej emocji. 

W kolejnym kroku zmień każdy parametr fizyczny przedmiotu, który leży przed Tobą na stole. Jeśli wyobraziłeś sobie zimny, szary, twardy kamień, zmień go teraz na różową, futrzaną, pachnącą wanilią kuleczkę. To co zobaczysz po zmianach powinno budzić w Tobie przyjemne odczucia. 

Następnie włóż formę z powrotem w miejsce, z której ją wyjąłeś. Poczekaj chwilę, aż się tam ustabilizuje.


Testowałam tą technikę w sytuacji średniego napięcia i okazała się całkiem skuteczna i bardzo przyjemna. Muszę jeszcze sprawdzić, na ile pomoże w obliczu dużego stresu.

photo-1464673074034-7c6b3f8eac3b

Otrzepanie

Kiedy jestem zdenerwowana, często intuicyjnie “otrzepuję się” z napięcia. Po prostu wychodzę na korytarz i potrząsam energicznie nogami, rękami, kręcę głową rozluźniając jednocześnie szczękę – jak Kaczor Donald, albo pies, który właśnie wyszedł z wody. W tym samym momencie wyobrażam sobie, jak wyrzucam z siebie całe zdenerwowanie. Dowiedziałam się ostatnio, że to moje otrzepywanie to także jedna z potwierdzonych naukowo technik redukcji napięcia.

Tai chi

Jest systemem powolnych ruchów, które pozytywnie wpływają na ciało i umysł. Opracowano je w XI wieku w Chinach i do dziś cieszy się wielką popularnością. Wymienia się wiele korzyści zdrowotnych, które niesie ze sobą ta forma ruchu. Pomaga w przypadku problemów z krążeniem, bólów głowy, artretyzmu, wysokiego ciśnienia, bólów pleców, kłopotów z układem oddechowym, trawiennym, nerwowym. Jest też świetną metodą redukcji stresu – powoduje uwolnienie od napięć w mięśniach, wiązadłach, ścięgnach. Działa też uspokajająco, wyciszająco, regulująco na poziomie psychicznym – mówi się, że jest swoistą formą medytacji. Zdecydowanie jest to coś, czego chciałabym spróbować.

 

 

Napinanie, rozluźnianie

To banalnie prosta technika, którą możesz wykonać zawsze, wszędzie i nie potrzebujesz na to wiele czasu. Pozwoli Ci na zasadzie kontrastu skłonić mięśnie do rozluźnienia w obszarach ciała, gdzie najmocniej odczuwasz skutki stresu. Poniżej krótka instrukcja obsługi.


Stojąc lub siedząc postaraj się z całych sił napiąć wszystkie mięśnie swojego ciała. Wytrzymaj w tym napięciu 5 sekund.

Następnie odpuść napięcie, całkowicie się rozluźnij. 

Całą sekwencję powtórz kilkakrotnie. 


Twój organizm odczuje różnicę pomiędzy jednym a drugim stanem i w efekcie po zakończeniu ćwiczenia mięśnie pozostaną wreszcie rozluźnione, a Ty poczujesz ulgę.

Akceptacja

Przechodząc już na poziom naszego sposobu myślenia – to jedno magiczne słówko może zmienić wszystko. Najczęściej denerwujemy się, niekoniecznie zastanawiając się, co tak na prawdę powoduje w nas napięcie, na ile czarny scenariusz jest prawdopodobny. Jak mawiał Mark Twain “Spędziłem większość życia, martwiąc się o rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły”. Jeśli zrobisz bilans – czy nie wyjdzie na to samo? A jeśli już nawet masz powód do zmartwienia i jest on prawdopodobny, czy wynik zależy w ogóle od Ciebie? Tym razem posłużę się słowami modlitwy:

 

Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym,
czego nie jestem w stanie zmienić.
Daj mi siłę, bym zmienił to, co zmienić mogę.
I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.

 

Tak na prawdę na większość spraw, którymi się stresujemy, nie mamy wpływu. Ulga przychodzi, gdy zdamy sobie z tego sprawę i zaakceptujemy to. Przyjmiemy do wiadomości, że gorszy scenariusz może się wydarzyć, ale w 99,9% przypadków to nie będzie koniec świata. Wstaniemy, otrzepiemy się i pójdziemy dalej. Tak już jesteśmy skonstruowani. Nie warto tracić energii na zapas.

Wiem, wszystko burzy się w Tobie na myśl o zaakceptowaniu rezultatu, którego tak się boisz. Im mocniej jednak będziesz nakręcać się na walkę i wyparcie tego scenariusza, tym większe będzie napięcie, a obiektywnie nic się nie zmieni. Sam fakt nadmiernego denerwowania się czymś zazwyczaj działa destrukcyjnie na naszą produktywność. Jeśli jednak chociaż spróbujesz oswoić trudny scenariusz i pomyśleć o nim z akceptacją – skupisz swoje siły na tym, co na prawdę leży w zakresie Twojego wpływu. Ten mechanizm powiązany jest z reakcją na trudne emocje, o której pisałam ostatnio.

photo-1457752720402-1cd91ca3a411

A na koniec najważniejsze – jeśli masz problem z chronicznym napięciem, nie czekaj, aż samo przeminie. Nie przeminie, dopóki czegoś z tym nie zrobisz. Przetestuj domowe sposoby, zajrzyj do wpisu o rozpracowywaniu stresu, a jeśli to nie wystarczy – poproś o pomoc psychologa. Dbanie o komfort swojego życia to żaden wstyd.

 

  • U mnie najlepiej działa akceptacja. Nie walczę z nim, tylko wykorzystuję do działania.

  • U mnie też świetnie sprawdza się akceptacja. Zwłaszcza przed trudną rozprawą sądową. Wyobrażam sobie najgorsze scenariusze tego, “co może pójść nie tak” i ” jakie mogą być tego najgorsze z możliwych konsekwencje”. Tam gdzie mogę jakoś zareagować, staram się zawczasu przygotowywać strategie działania, sprawdzać rozwiązania prawne. Tam gdzie nie mogę ( nie wiem na przykład co zezna świadek, nie przewidzę wszystkich zachowań strony), wyobrażam sobie co może stać się najgorszego i akceptuję, że taka ewentualność może nastąpić. Niezależnie od mojego stanu wiedzy i przygotowania, i niezależnie od mojego uprzedniego stresowania się. Ciągle się tego uczę, bo w teorii wygląda to oczywiście znacznie prościej niż w praktyce, ale robię duże postępy 🙂

  • Dla mnie to też najskuteczniejsze narzędzie, ale jednocześnie przychodzi najtrudniej. Ale ćwiczę i widzę postęp:)

  • O rany, w Twoim zawodzie, to faktycznie praca na żywym organizmie:) ja czasem żeby złapać perspektywę myślę sobie, że nie jestem lekarzem, pacjent nie umrze, więc nie ma co się napinać na zapas. Domyślam się, że w zawodach, gdzie wchodzi w życie zdrowie i dobro innych, to szczególnie trzeba mieć opanowane swoje sposoby na chłodną głowę.